Figury

Dodano 1 maja 2017, w Bez kategorii, przez autor

Możesz mnie podnieść, jeśli chcesz. Może to będzie spełniona obietnica. Może smakuję jak nic innego. Możliwe jednak, że czeka cię niemiła niespodzianka. Możliwe, że zależy to od dnia i fazy księżyca. Może od spojrzenia złego oka, a może to wszystko jest najwięcej w twojej głowie, a moja mojość reprezentuje niezmienną stałość.

A może sobie pomyśl. Może gitara gdzieś brzęczy i małe nawet ognisko i krople spadające na dach namiotu i może także jakaś mała nieznośna duszność. Może nawet jakieś przelotne spojrzenie na gwiazdy i cień poczucia, że nic nas nie powstrzyma, że wszechświat jest nasz. I nawet powrót do domu i niezapłacony rachunek i wybieranie lepszego składem jogurtu i siódmy niezjedzony dziecka posiłek, może naprawdę da się wrócić do poczucia, które pozwala oddychać trochę inną mieszanką, gdzie oprócz tlenu jest także nieprzewidywalność, a nie siódma trzy budzik następnego dnia.

Nie wiem co tam sobie porabiasz, może smażysz coś na grillu, masz skupioną minę jakbyś co najmniej nie wiem co, popijasz piwo i śmiejesz się z dowcipu, który cię nie bawi, ale się śmiejesz, bo się śmiejesz i może po prostu nie chcesz być sam. Więc się śmiejesz i śmiać będziesz się. Albo coś. Albo nic. Tak niewiele wiele możliwości.

 

 

Co to jest kakofonia?

Dodano 7 lutego 2017, w Bez kategorii, przez autor

Zrobiłam sobie herbatę, Dilmah Earl Grey, w nowej dużej szklance z Ikei – takiej z korkową podstawką. Lubię ją niezmiernie, bo kojarzy mi się jakoś tak luksusowo. Herbata ładnie w niej wygląda. Piję więc teraz tę ładną herbatę w ładnej szklance, korkowa podstawka leży na pomalowanej własnoręcznie (choć nie moimi rękami) skrzyni na zabawki, siedzę na kanapie z szezlongiem, wiem nawet co to jest szezlong i wybierałam tę kanapę samodzielnie (choć ze wsparciem) skupiając moce umysłowe na właściwostronnym umiejscowieniem ów owego tego szezlongu. Mam za głową puchową poduchę i jeszcze dwie obok, uszyte własnoręcznie przez Matkę Moją z wybranego materiału przez Męża Mego. Jeszcze jest jakieś siedemnaście małych zabawek, na przykład plastikowa żyrafka, świnka o imieniu Balbinka, jakieś tam papierki w tym jeden po Marsie, którego – uwaga – zjadłam naprawdę sama.

Jest dobrze, jest wspaniale, jest zupełnie niespodziewanie i nie mogę się wciąż nadziwić i oczywiście bardzo niepokoję się tym, że może wydarzyć się coś złego. Coś takiego rujnującego, po czym już nigdy nie jest tak samo i już zawsze patrzysz w przestrzeń i wspominasz czas obecny (ale wedy już bardzo przeszły) myślisz “wtedy byłam szczęśliwa, o tak, szkoda że tego nie doceniałam, jakże ja byłam wtedy szczęśliwa”. No i tutaj dochodzimy do patu, gdyż ponieważ ja mam pełną świadomość swojego szczęścia. Więc mamy wewnętrzną sprzeczność takiej sytuacji – nie mogę wspominać swojej przeszczęśliwej beztroski gdyż takowej nie posiadam. Mam przeszczęśliwą z-troskę, szczęść-troskę. Najpewniej myślę o utracie tego co mam zbyt często, tak jestem tego pewna, że myślę zbyt często, chyba jest to nawet jakaś lekka nerwica, może nie mam o czym myśleć? Zamiast myśleć i jeszcze o zgrozo starać się to zapisać to wybieram przez półtorej godziny tapetę do pokoju dzieci, a raczej na mały fragment ściany w pokoju dzieci, i po tym czasie, po tej półtorej godzinie i tak wracam do pierwszego pomysłu, a jutro już znów zajmę się czymś innym zamiast wybierzyć ten fragment i znów zapomnę i znów wrócę do tego za dwa tygodnie i może znów pomyślę, że może jeszcze poszukam czegoś innego, jakiegoś innego pomysłu na tę tapetę. Ale nie, właśnie że tak nie będzie, do tego czasu zmienię się i dojrzeję, rozbłysnę intelektualnie, nocą zamiast przeglądać bardzo głupie głupoty będę czytać mądrości, albo przynajmniej coś będę czytać co ma fabułę i zostanie w głowie a nie uleci po małej chwili.

Ale zaczęłam od herbaty. No i wystygła bo mój strumień świadomości źle na nią wpłynął. Herbata potrzebuje uwagi. Ja również. Muszę zwrócić na siebie uwagę. Oczywiście swoją mam na myśli.

 

Różne małe

Dodano 19 marca 2016, w Bez kategorii, przez autor

Tyle małych wspomnień, tyle małych niepotrzebnych wspomnień. Też sporo fajnych. Albo miłych. Albo wzruszających. Ale najwięcej tych niepotrzebnych. Na przykład to jak bawię się w dom w przedszkolnym ogródku. Bawię się z innymi dziećmi, tylko że one są mamami, tatami, ciociami i babciami, a ja siedzę w krzakach i jestem psem. Psem rodzinnym. Nikt nie zwraca na mnie uwagi, ale ja staram się ją jednak jakoś zwrócić. Grzebię ręką w ziemi i zakopuję kość, czyli patyk. Warczę trochę i szczekam raz na jakiś czas. Później, po zabawie w dom, idę powisieć z innymi dziećmi na drabinkach i udaję, że mówię po hiszpańsku. Jakiś chłopiec demaskuje mnie mówiąc, że to głupie i to wcale nie jest żaden obcy język. Już do końca przedszkola bardzo nie lubię tego chłopca.
Albo potem, w drugiej klasie podstawówki, jak siedzimy wszyscy w kółku na wychowaniu fizycznym i mamy podnosić stopami małe woreczki z piaskiem. Ja nie umiem chwycić wszystkimi palcami i wysprycam się chwytając swój woreczek między duży palec a sąsiedni. Wstydzę się, żeby ktoś nie zauważył, że nie dałam rady normalnie – tak jak wszyscy. Dwadzieścia parę lat później leżę w szpitalu po operacji stopy. Szkoda, że ktoś jednak nie zwrócił uwagi.
Pamiętam też jak na szkolnej wycieczce w szóstej klasie wybrałam się sama na spacer przed śniadaniem i w oknie na parterze sąsiedniego pensjonatu zobaczyłam gołą panią, wycierającą się ręcznikiem. Była szczupła, miała duże piersi i ciemne włosy pod pachami. Stałam oszołomiona, wstydząc się, że ją widzę i czekałam aż ona na mnie spojrzy i się schowa albo szybkim ruchem zasłoni firankę. Ale ona po prostu dalej się wycierała, a ja w końcu poszłam dalej. Tego samego albo następnego wieczoru siedziałam na łóżku w pokoju na poddaszu w którym mieszkałam razem z paroma koleżankami. Siedziałam po turecku i miałam na sobie pidżamę z krótkimi spodenkami. W pewnym momencie przyszedł do nas kolega, usiadł na moim łóżku i chwilę o czymś rozmawialiśmy. Kilka miesięcy później siedziałam po turecku w swojej sypialni, w tej samej pidżamie i nagle z przerażeniem dostrzegłam, że pod pewnymi kątami wszystko mi w tej pidżamie widać. Nie mogłam zasnąć tego wieczoru, byłam spalona ze wstydu.

Szkoda, że tak mało ma się miłych wspomnień. Nie pamiętam za bardzo sytuacji w których ktoś mnie chwalił abo w których zrobiłam coś powszechnie uznawanego za fajne. Choć pewnie takie były. Pamiętam, że w przedszkolu pani pochwaliła mnie, że najrówniej z grupy wycięłam syrenkę warszawską. Ale zdecydowanie lepiej pamiętam jak jakiś czas później ta sama pani postawiła mnie jako przykład źle pokolorowanego modelu świateł drogowych. Powiedziała mi, że trzeba kolorować w jednym kierunku, a u mnie widać, że każda kreska jest robiona skądinąd. Było mi strasznie przykro. A już jako kompletną tragedię wspominam to jak byłam jeden dzień chora i nie wiedziałam, że mamy zadane, aby nauczyć się swojego adresu. Po drugim śniadaniu wszyscy usiedli w kółku i mówili głośno i wyraźnie swój adres, a we mnie rosło straszne napięcie. Gdy przyszła moja kolej byłam już cała czerwona i wyszeptałam, że nie znam swojego adresu, ale mój dom widać przez okno przedszkola. Wszystkie dzieci zaczęły się śmiać i krzyczeć “dudek” pokazując na mnie palcem. Skąd wziął im się ten “dudek”? Nie wiem. Pamiętam tylko jak wtedy, tego dnia, sądziłam, że już nic nigdy nie będzie takie samo przez tę sytuację. Że wszystko stracone. To straszne jak wiele jeszcze razy w życiu tak się czułam.

Za oknem wieje wiatr, w kuchni dość głośno pracuje zmywarka. Z komputera leci muzyka, pani coś tam sobie śpiewa, a ja mam coraz większy brzuch, co mnie peszy i onieśmiela, bo lubię swoje ciało na co dzień, czyli w te dziewięćdziesiąt parę procent życia kiedy nie jestem w ciąży. Za dwa tygodnie okaże się czy to będzie dziewczynka czy chłopiec.

Czas tak szybko płynie, a mi się wciąż niewiele udaje zdziałać.

 

Marzenia

Dodano 6 lutego 2016, w Bez kategorii, przez autor

Zapytał mnie o rzeczy, które chciałam zrobić przed 30stką. Albo po prostu w przyszłości. Tak jak myślałam gdy byłam dzieckiem albo nastolatką. Że można by zrobić listę takich rzeczy i je powoli realizować. Listę, żeby o nich nie zapomnieć.
Od razu przyszła mi do głowy wizyta w parku rozrywki. Takim dużym.
Poza tym nic.

wtf?

 

Film

Dodano 15 stycznia 2016, w Bez kategorii, przez autor

 

 

Poszłam dzisiaj do kina na film, który ktoś o mnie nakręcił. Dość szybko się zorientowałam, że to o mnie i wiem co będzie za chwilę, ale trochę głupio było mi tak wstać i wyjść, więc siedziałam cicho cały seans i jadłam swój popcorn. Sala była pełna tylko w połowie i część ludzi też jadła popcorn, a pozostali albo nie lubili popcornu albo nie zdążyli kupić albo uznali, że nie będą kupować popcornu w cenie biletu do kina, co muszę przyznać było słuszną postawą godną naśladowania.
Po pierwszych scenach, gdy zaczynało już się okazywać, że film jest o mnie, poczułam się trochę skrępowana faktem, że oglądają go zupełnie obcy ludzie. Dodatkowo ludzie, którzy na ten film kupili bilety. Niby starałam się nie zwracać na nich uwagi, ale zawsze jakoś tak mi wychodzi, że im bardziej chcę wyglądać nonszalancko tym bardziej jestem sztywna i spięta. Najpierw poczułam, że patrzy na mnie facet z sąsiedniego rzędu. Światło z ekranu na którym leciał film o mnie, odbiło się od jego oczu i w ten sposób ja kątem oka mogłam dostrzec, że na mnie patrzy. Za chwilę poczułam, że przygląda mi się też siedząca prawie tuż przy mnie pani staruszka, o której przed chwilą jeszcze, to jest przed rozpoczęciem seansu, myślałam że jest bardzo elegancko ubrana i że to takie miłe i piękne, że starsi ludzie ubierają się ładnie na każde ważne wyjście z domu. Teraz już nie myślałam o niej z sympatią, wręcz przeciwnie pomyślałam, że to pewnie jedna z tych pań, co kupują masowo plotkarskie gazety i lepiej wiedzą co słychać u księcia Williama niż u własnego wnuka. Spojrzałam na nią wymownie, a przynajmniej zamierzałam spojrzeć wymownie, a wyszło jak wyszło – po małej chwili nie wytrzymałam i spuściłam wzrok, a ona chyba nadal mi się przyglądała tak jakby nie wiadomo co się miało od tego przyglądania okazać. To wszystko tylko niepotrzebnie zwróciło uwagę innych. Dostrzegłam, że teraz to już co rusz ktoś się ogląda i na mnie patrzy. Jeden się patrzył, na co ten inny się patrzy i jakoś wyjątkowo sprawnie jak na panujące w kinie ciemności namierzali ten obiekt patrzenia innych jakim byłam. Jedni się po prostu gapili, a inni niby to się przeciągali albo coś tam sobie poprawiali przy bucie i tylko rzucali okiem. W tej naprawdę niezręcznej dla mnie sytuacji pomyślałam, że dobrym rozwiązaniem może być jednak wyjście z kina, ale zaraz zrozumiałam, że wtedy przecież już wszyscy będą wiedzieli, że jest mi po prostu głupio, że ten film jest o mnie i że się może nawet wstydzę albo co, więc będą specjalnie oglądali go jeszcze uważniej i z jeszcze większą satysfakcją będą obserwować co poniektóre sceny.

cdn

Siedzę przy nowym biurku i napisałam parę nowych słów, mam też inne nowe rzeczy w zanadrzu, bardzo dużo nowości więc się zrobiło. A na zewnątrz wieje wiatr, a ktoś w głośniku gra na trąbce i pewnie podczas tego grania też sobie myśli o tym czy tamtym, bo czemu ma nie myśleć.

 

Pstro

Dodano 12 lutego 2015, w Bez kategorii, przez autor

I tak z punktu do punktu i zawsze okazuje się, że za chwilę jest jeszcze jeden mały punkt, o którym nikt mi nie powiedział bo każdy zapomniał, a tymczasem ja nie mogę uciec od podejrzeń, że jednak każdy wiedział i prawdę tę zataił podstępnie. Zjadacze czasu i dziury czasoprzestrzenne. Codziennie robię pięć tysięcy różnych rzeczy, a na koniec myję zęby i idę spać. I ten moment mycia zębów wydaje mi się powtarzać co chwilę, tak jakby dzień trwał łącznie trzy godziny a ten moment był jakoś specjalnie nad i pod uświadomiony. Dziś byłam u lekarza od tarczycy, siedziałam w poczekalni i próbowałam podsłuchać z nudów co dzieje się w gabinecie. Często podsłuchuję ludzi. Podsłuchane jest najciekawsze. I można sobie podsłuchać tylko chwilę, dla relaksu. Nic ciekawego nie podsłuchałam, choć facet który potem okazał się być pacjentem, albo raczej podsłuchiwany pacjent który okazał się być facetem, okazał się też być rasowym hipsterem z dobrze wypielęgnowaną brodą i wymieniliśmy się porozumiewawczymi spojrzeniami co było trochę dziwne zważywszy na fakt, że nie bardzo było między nami pole do porozumienia.
Kupuję wodę, ścieram kurz z lampy w kuchni, dzwonię do hydraulika że kran się popsuł, ładuję telefon, odpisuję na pięć maili, segreguję śmieci, obracam się o 360 stopni w pionie i poziomie, ulatuję i kładę się a gdyby był tu jakiś odpowiedni ołtarz to chętnie położyłabym się krzyżem na kamiennej posadzce. Niezbyt fajnie jest być niewierzącym bo wiele mistycznych spraw cię omija, nie jesz ciała chrystusa i nie zastanawiasz się czy nazwanie sąsiadki starą rurą jest grzechem z którego warto się spowiadać.
Stoję w korku, widzę palmę i zakaz skrętu w lewo, który nieświadomie złamałam jakieś dwadzieścia pięć razy. Teraz obserwuję faceta czekającego karnie na karny mandat i od razu robi mi się lepiej na duszy, że mi się upiekło. Jak widać nie tylko dobre rzeczy mnie omijają.
Przeczytałam, że niemal każdego dotyka kryzys wieku średniego – zaczyna się około 30tki i kończy koło 50tki. Jest niezależny od pozycji społecznej i statusu materialnego. Chodzi po prostu o to, że koło 30tki orientujesz się, że to co sobie zaplanowałeś na życie się jakoś dziwnym trafem nie ziszcza, a w zasadzie jesteś zupełnie kim innym niż chciałeś, orientujesz się że masz przesrane na całej linii i zajmuje ci jakieś dwadzieścia lat żeby się z tym powoli oswoić i pogodzić. No więc tak to wygląda.
To tyle z rozważań okołowieczornych, idę wypić kieliszek koniaku z armenii celem podwyższenia poziomu animuszu.

 

Na końcu jest kropka

Dodano 15 grudnia 2014, w Bez kategorii, przez autor

Witajcie. Zapraszam do siebie. Nie trzeba zdejmować butów, w ogóle mało co trzeba. I tak będzie miło. Mogę rozmawiać na każdy temat i wcielić się dobrze w wybraną przez was postać. Tak mnie wychowano. Nie rozumiem tylko dlaczego to zawsze musi być tak przerażająco nudne. Czemu muszę mieć w sobie tyle skromności i ogłady, żeby was zadowolić. Dobrze idzie mi wcielanie się w takiego nikogo, kobieta lat 29, polka, klasa średnia, mąż i małe dziecko. Choć i tak wydaje mi się, że mogłabym równie dobrze być z kartonu, nawet trójwymiar nie jest potrzebny. To tak strasznie nudne, że zaczynam przyglądać się swoim kolanom i nawet badanie lekkich chropowatości moich spodni staje się dobrą rozrywką. Trzeba się naprawdę kompletnie kimś nie interesować, żeby okazywać takie zainteresowanie. Ah to macierzyństwo tak dobrze na ciebie wpływa. A jak tam, zamierzasz jeszcze pracować? A chodzisz codziennie na spacery? A czy masz dobrą kurtkę, taką która zakrywa nerki? Oby cię nie zawiało. A gdzie kupiłaś tak pyszny serniczek? No pierwsza klasa serniczek. Ojej powiedziałaś coś śmiesznego. Śmieję się, bo śmiech to zdrowie, dobrze wpływa na nerwy i pracę jelit. Tak zdrowo jest się pośmiać!
Tak trochę, tak bardzo. Bycie taką mną oznaczałoby, że muszę szybko się pakować i zabierać ze swojej świadomości.

Sekundy płyną. Trochę biegam, a trochę boli mnie stopa. Słychać coraz więcej dziwnych dźwięków, czasoprzestrzeń zakrzywia się i znów wracam, oglądam stare zdjęcia, które były robione przed małą chwilą, czuję banalność swoich wrażeń, moja nostalgia jest śmieszna i mała, a jednak przejmuje mnie do głębi.
Już za małą chwilę będę patrzeć jak biegasz. Na razie uśmiechasz się do mnie całymi dniami i widzę w tobie przyszłość i głębię. Boję się każdego twojego smutku, chciałabym żebyś zawsze była szczęśliwa. Jestem więc najprawdziwszą matką. Chciałabym to sprawić już teraz, zawiesić na tobie amulet, który odwróci wszystko co złe. Siedzę przy tobie i patrzę jak cicho oddychasz. Na twój spokój, który jest tak szczery i niezmącony. Sama go czuję. Przez chwilę. A potem znów wpadam w wir który targa mną na wszystkie strony. Nie wiem co jest w życiu najciekawsze ani co jest najważniejsze, gdybym teraz miała powiedzieć ci coś sensownego i zniknąć to chyba że nie wolno ci nigdy zrezygnować z siebie, nie wierz ludziom którzy mówią, że cię znają, a zaraz potem dobrotliwie się uśmiechają. Pozna cię w życiu tylko parę osób. Dobrze jest wybrać ich właściwie. A gdy trafią się niewłaściwe, no cóż, zawsze masz siebie.

Trawa stała się szarozielona. Jutro przyjdzie do nas pan, który posprząta liście, aby było widać jeszcze więcej i więcej szarozielonej trawy. Trawa jest wieczna i różnokolorowa. Ja jestem chwilowa i mam jakieś pięć lub sześć kolorów, a gdy uważnie się im nie przyglądam to zaczynają się zlewać, krawędzie między nimi zacierają się, przejścia stają się nazbyt gładkie. Czasem nie jestem w stanie ich w ogóle odróżnić.
Wiesz, mam wrażenie, że najlepiej jakbyśmy spędzili życie w samochodzie. Na siedzeniu pasażera. Oboje. Rozmawiać o wszystkim i przyglądać się przelatującym widokom. Zmieniać stacje w radiu. I jechać tam, właśnie tam lub nawet przeciwnie, nigdy nie dojechać. Cóż na to poradzę, że nie interesuje mnie to co jest do zaoferowania w standardzie. Klasa lux jest za to zbyt przygnębiająca. Czekoladka na poduszce jest w zasadzie całkiem do dupy. Za to rzucanie kamyków do dunajca, ze stopami zanurzonymi w wodzie, bez żadnego planu na za chwilę jest jakoś dziwnie odległe. Ale ja mogę wrócić, choćby za chwilę. Jaką mnie chcesz, powiedz. Bo wiesz, że potrafię. Tylko boję się, że zbyt jestem już jednostajna, żebyś sobie przypomniał co dokładnie masz na myśli.
Chcesz, żebym pisała, mogłabym powiedzieć, że nie mam o czym, że próbuję ale mi nie wychodzi, i gdy tak o tym myślę to w sumie właśnie zdaje sobie sprawę, że zakochałeś się we mnie po tym jak przeczytałeś co miałam do napisania. No więc dobrze, chętnie, tak zróbmy, całkiem dobry plan, idę pogwizdać, idę się uczesać, idę umyć zęby pastą z drzewa herbacianego, a następnie gdy już obudzę się o szóstej rano będę tym człowiekiem, który umie poradzić sobie ze swoim nieszczęśliwym zrobię to jutro i najpierw pozmywam naczynia. Ostatecznie jakby nie patrzeć mamy w domu zmywarkę.

 

Ledwie co

Dodano 15 listopada 2014, w Bez kategorii, przez autor

Pomarańcze. Kup jeszcze pomarańcze. Tak, pamiętam. Pamiętam w ogóle wszystkie rzeczy, które mam kupić, włożyć do koszyka i pomaszerować do miłej kasowej pani.
Szkoda, że nie pamiętam wiele więcej. Szkoda, że nie jestem mądra. Może moja córka będzie. Będzie sięgać i dosięgać. Ja sobie tylko patrzę, przyglądam się jak mam daleko, a potem idę dalej patrzeć na co innego.
Siedzę sobie z moim czerwonym zeszytem, podpisanym Zeszyt, i skrobię piórem. Może kiedyś przyjdzie taki dzień w którym zapiszę ten zeszyt i będę mogła sobie kupić nowy. Dobrze idzie mi kupowanie nowych rzeczy.

Co tam piszesz. To i owo. Napisz to co przychodzi ci do głowy. Małe pieski, latające dyski, wilgoć powietrza, chropowatość drewna, zarysy postaci i zwiewna świadomość uczuć. Za parę lat będę miała parę lat więcej i parę lat mniej mi zostanie, i co ja właściwie mogę z tym zrobić? Oczywiście oprócz wypicia kawy i zapalenia papierosa. No nic. Proste przecież.

Byłam dzisiaj na siłowni. Ważę znów 57 kilo i znów jestem za chuda. Całe życie jestem za wysoka i za chuda. Chce mi się spać, jestem zmęczona i irytuje mnie upływający czas. Chciałabym mieć coś sensownego do powiedzenia. Tymczasem mam niedoczynność tarczycy i jeszcze ogólną niedoczynność rozumu i tak – nie odbieram telefonu, bo nie chce mi się z wami gadać. Utrzymuję, że chcę, ale to tylko dyplomatyczne ścieżki. Co tu robić, jak się nie chce. I tak zawsze oddzwaniam, bo jestem tak bardzo bardzo bardzo miła.

 

One

Dodano 20 lipca 2014, w Bez kategorii, przez autor

No więc babcia ostatecznie nigdy nie przyznała się dziadkowi, że nie udało się jej utrzymać w żołądku pierogów, które dla niej przyrządził tego dnia. To były pierwsze i ostatnie pierogi, które w życiu lepił, byłoby mu smutno gdyby się dowiedział. Poza tym po pięćdziesięciu czterech latach jest już na takie wyznania poniewczasie.

Porodowe historie. Jest ich podejrzanie dużo, wydaje się, że więcej niż samych porodów. A ja ściągam je swoim brzuchem, który jest teraz w absolutnym centrum świata. Są tacy, którzy mówią ‚jesteś tym co jesz’, albo ‚jesteś tym, kim są twoim przyjaciele’. A ja jestem swoim brzuchem. I kropka. Jestem tylko ja i on, ale on jest bardziej.
No więc podsumowując zdobydą od życzliwych wiedzę. Właśnie przeżywam ostatnie wolne chwile w swoim życiu. Ostatni raz czuję luz, ostatni raz nie jestem spięta. Ostatni raz spokojnie śpie i ostatni raz mam czas, aby pomyśleć o sobie. Korzystajcie teraz ile się tylko da, bo potem już będzie za późno! Ale wiesz, że potem to już dużo nie popracujesz? Ale bycie matką zupełnie wystarczy. To jest piękna misja, macierzyństwo, pamiętaj aby karmić jak najdłużej, najlepiej do trzeciego roku życia. Twoje maleństwo będzie zdrowo rosnąć, a ty będziesz dumną mamą. Nie przejmuj się figurą, to nie jest najważniejsze, przecież teraz jesteś Mamą i możesz z dumą patrzeć na inne kobiety. Ale, ale, szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko, nie zapomninaj więc aby sobie czasem kupić coś ładnego, jakiś nowy ciuszek, albo zaszaleć u kosmetyczki – manicure albo fryzura, no wiesz – i mężowi się też spodoba!
…..no żesz…@€&;)€!@”&?!….
No więc oświadczam w swojej oświeconej naiwności, że u nas będzie jednak inaczej. Sorry. Nie zostawię połowy mózgu na sali porodowej, choć muszę uważać, bo to chyba jednak często się zdarza.
Jeszcze parę dni i znów będę mogła spać na brzuchu. A później jeszcze parę i znów będę mogła robić masę fajnych rzeczy. Nawet tych bardzo fajnych.
A że poza tym coś się zmieni? No chyba po to było to wszystko, nie? Aby się zmieniło.
No więc niech się zmienia. Tylko z uśmiechem. Raz dwa trzy.
 

któregobądź

Dodano 5 marca 2014, w Bez kategorii, przez autor

Pomyśl sobie, że jutro o 15:17 wydarzy się coś co zakończy twoją obecność. Trochę mało czasu, prawda? A gdyby to miało być pojutrze? Bez sensu.
Słabe wybrałeś sobie przeznaczenie. Poświęcenie. Ah nie, sorry, nie nazywasz tego tak. To się nazywa „tak mi się ułożyło”. No jasne. Możesz mówić co chcesz, ale raczej marne masz szanse na wybór do drużyny wygranych. Posiedź sobie i poczekaj. Może w końcu takie działanie przyniesie coś innego niż swoją kontynuację. Krzątasz się w tej kuchni, w tym pokoju i w tym biurze. Niby ponadto. Wszystko przykryte sarkazmem. Ale spod spodu przesiąka. Koniec końców wszystko wychodzi na wierzch i słabo wygląda. Pomyśl czasem o tym. Ah, zapomniałam, inaczej się nie da, życie to nie bajka, trzeba się dostosować, co ty tam możesz wiedzieć, no tak – słyszałam. To może ja już pójdę. Zobaczę czy nie stoję przypadkiem po drugiej stronie tej uroczej ulicy.

 

  • RSS